sobota, 22 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
Gargulec
,,Życie jest wspaniałe , lecz krótkie i chwiejne. Świat od zawsze był bezwzględny, ale obfitował tez w niezwykłe piękno. Chodź byś nie wiadomo jak się starał, nigdy nie odkryjesz tajemnic, które chowa ten Wszechświat, bo nie tylko ludzie żyją na tym świecie. Oceany i Ziemia nie zostały do końca odkryte.
Pytanie...z kim jeszcze swój Dom dzieli człowiek?
Tyle pytań, na które prawdopodobnie nigdy nie uzyskasz odpowiedzi...wiemy tyle, co nic"-pomyślałam siedząc spokojnie na ławce przy placu zabaw i patrząc w niebo z nostalgią w oczach. Zaczęły się wakacje więc w okolicy roiło się od dzieci i młodzieży, mimo że już dawno Słońce schowało się za horyzontem, a piecze nad niebem przejął Księżyc. Radosne chichoty dzieciaków bawiących się na placu zabaw w policjantów i złodziei, nie wyrywały mnie z rozmyślań. Mam 25 lat na karku, studiuje bardzo powszechny kierunek, czyli psychologię. Ta dziedzina nauki jest dla mnie bardzo fascynująca. Od zawsze byłam typem obserwatorki, przyglądając się zachowaniom ludzi, ich podejściem do siebie nawzajem, ale sama nie byłam zbytnio towarzyska. Życie nauczyło mnie, że ludzie są okrutni i trzeba być przy nich ostrożniejszym bardziej niż przy rozjudzonym jadowitym wężu. Nie raz ubolewałam nad tym, że boję się ludzi, ale nie mogłam zmienić się od tak. Wiedziałam, że omija mnie przez to bardzo wiele, ale nie mogłam nic zrobić. Od zawsze bujałam w obłokach i nie czułam się jak normalna mieszkanka Ziemi...
Samotna wśród tłumu...czułam się tak od kiedy sięgam pamięcią. Moje dzieciństwo nie było zbyt kolorowe. Już jako mała dziewczynka zamieszkując swój dom rodzinny i obserwując rodziców wiedziałam, że kiedyś się rozstaną. Kłócili się na potęgę. Moja wrażliwa natura nie mogła tego znieść. Nastoletni wiek, hormony oraz przytłaczająca atmosfera w domu robiły swoje. Bywałam nerwowa, wybuchowa i bardzo łatwo było mnie zdenerwować...
Skończyłam liceum, powoli kończę studia i wreszcie czuję się szczęśliwa. Znalazłam sens w swoim życiu, co było dla mnie bardzo dobrym znakiem. Rozpoczęłam nowy rozdział w swoim życiu. Jako psycholog będę pracować z ludźmi, co bardzo mnie cieszyło. Dorosła osoba z silną chęcią pomocy może zdziałać dużo. Zwłaszcza, że byłam w tym dobra. Tak! Była to jedyna rzecz w moim życiu która w miarę mi wychodziła!
Nie byłam do końca samotniczką. Miałam kilka koleżanek i przyjaciółkę, na którą właśnie czekałam...oczywiście musiała się spóźnić. Złapałam za torebkę i zaczęłam grzebać w niej nerwowo. Po minucie poszukiwań (tak to jest z kobiecymi torebkami), wreszcie znalazłam czekoladę i kupony na zniżkę do Sushi Baru.
Rozpoczęcie wakacji było dla mnie zbawczym odpoczynkiem od nauki...nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że moje życie stanie do góry nogami i nie raz otrę się o śmierć. Miałam masę planów związanych z wyjazdami, lecz los wybrał dla mnie inne ścieżki.
Ta noc zmieni wszystko...
Otworzyłam czekoladę i zaczęłam powoli jeść, rozkoszując się roztapiającą w moich ustach kostką czekolady, gdy nagle poczułam jak ktoś opiera się o moje plecy i przytula mnie od tyłu. Na mojej twarzy momentalnie zagościł uśmiech.
Odwróciłam się.
Przede mną stała wysoka, szczupła i czarnowłosa kobieta ze spiętymi włosami i pięknymi ciemnobrązowymi oczyma. Ubrana była w białą tunikę i czarne legginsy. To była moja przyjaciółka Daria. Jedyna osoba na tym świecie, która była w stanie mnie zrozumieć. Przyjaźniłyśmy się już czternaście lat i nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby zakończyć tą przyjaźń, bo była najszczersza i najczystsza jaką kiedykolwiek odczuwałam. Myślałyśmy podobnie i miałyśmy podobne spojrzenie na świat, przez co odkąd sięgam pamięcią, nazywałyśmy siebie siostrami. Wspierałyśmy się nawzajem w najgorszych momentach naszego życia i wytrwałyśmy. Miałyśmy dosyć ograniczeń i wreszcie zostały one w większości skrócone. Każdy dorosły, którego spotkałam w swoim życiu jako nastoletnia dziewczyna przekonywał mnie, że nastoletni wiek łącznie z dzieciństwem, to najpiękniejszy okres w życiu człowieka. Obie byłyśmy innego zdania, bo dopiero teraz, kiedy mamy obie na karku po dwadzieścia pięć lat zaczęłyśmy się bawić i korzystać z życia.
-No, Laura! Wstawaj i idziemy na przystanek. Przepraszam za spóźnienie, ale ten chłopak, któremu daje korepetycje z angielskiego nie mógł się dzisiaj skupić i zostałam trochę dłużej. Grunt, że na autobus się nie spóźnimy!
Wstałam i udałyśmy się na autobus, szczęśliwie przychodząc w ostatniej chwili. Skasowałyśmy wcześniej kupione bilety i zajęłyśmy wolne miejsca.
Można powiedzieć, że nawet poszczęściło nam się w życiu. Daria uczyła w jednej z najlepszych szkół językowych w Warszawie języka angielskiego i japońskiego, a ja byłam instruktorką Krav Magi- Izraelskiej sztuki walki, która polegała na najskuteczniejszym i najszybszym obezwładnieniu przeciwnika. Poza psychologią przyjemność sprawiał mi także wysiłek fizyczny, a do sportu przekonałam się już w pierwszej klasie liceum, jako że chodziłam do klasy o profilu mundurowym. Z perspektywy czasu dziękuję losowi, że wybrałam sobie takie hobby, gdyż BARDZO przydało mi się to w przyszłości. Dobrze się przy tym bawiłam, aż w końcu dostałam propozycję pracy i NIE NARZEKAM NA MAŁĄ PENSJĘ!
Ledwo się obejrzałyśmy, a już byłyśmy na miejscu. Od wynajmowanego przez nas mieszkania nie było daleko do centrum. Przez całą drogę Daria opowiadała mi o swojej grupie, której uczyła japońskiego, zachwycając się, że uczniowie są pojętni i szybko się uczą. Kilka razy chciałam zmienić temat, ale kiedy już się rozgada, nie sposób zejść z tematu, który podejmie.
Wyszłyśmy z autobusu i odetchnęłam powietrzem pełnym spalin.
Uwielbiałam noce. Warszawa w dzień także miała swój urok, lecz najpiękniejsza była w nocy. Mimo, że mój zegarek w telefonie wskazywał 21 godzinę, miasto wciąż tętniło życiem, a imprezy w klubach dopiero się zaczynały. To miasto jest idealne dla osób, które lubią prowadzić nocny tryb życia.
Pociągnęłam za sobą Darię i uśmiechnęłam się do siebie.
-Wiesz...napiłabym się trochę sake. Dwa kieliszki raczej nie zaszkodzą, nie?
-Tylko mi się tu nie upij. Nie zamierzam potem taszczyć cię na barana, aż do domu- skarciła mnie żartobliwie.
Widać było, że wypad na sushi sprawia jej niemałą frajdę. Skoro interesowała się kulturą Azjatycką, to miała także słabość do takiego typu kuchni. Zawsze powtarzała mi, że jest mentalnie Japonką, lecz jakie było moje zdziwienie, kiedy bardzo szybko opanowała ten język.
-Gdzie jedziemy na wakacje?- zarzuciłam znienacka ten temat, ze względu na sporą sumę pieniędzy, którą nazbierałyśmy oszczędzając pieniądze.
- Najlepiej do Japonii- skwitowała i widać było, że mówi poważnie. Ją studia medyczne też strasznie męczyły.
Zaśmiałam się.
-Co jak co, ale taki wyjazd byłby dla nas zbyt luksusowy. Nie mamy tyle kasy...jak na ta chwilę jestem głodna- jęknęłam widząc nasz cel. Klub, w którym podawane było sushi- chodź! ^^
Mijając jeszcze niewielki tłok, który dalej panował na ulicach Warszawy, doszłyśmy do klubu. Z głośników wydobywał się jakiś dobry remix, a ludzie tańczyli na parkiecie, co jakiś czas spoczywając i rozkoszując się drinkami, które słynęły ze swojego smaku oraz wysokich procentów.
Przepchałyśmy się przez wirujący na parkiecie tłum i podeszłyśmy do baru. Tam za ladą stał wysoki i przystojny brązowowłosy mężczyzna. Przyrządzał drinka jakiejś kobiecie stojącej obok i na nasz widok uśmiechnął się lekko.
-Cześć Patryk!-krzyknęłyśmy we dwie i gdyby nie lada, która nas dzieliła, rzuciłybyśmy się mu na szyję.
- Wy nigdy nie dorośniecie- mruknął z udawanym oburzeniem i szturchnął mnie w ramie.
Patryk był naszym dobrym przyjacielem z gimnazjum. Po liceum kontakt nam się urwał, ale tydzień temu spotkałam go na ulicy biegnąc z gorącą kawą z Mc Donalda. Oczywiście kawa wylądowała na jego schludnie uprasowanej koszuli i gdyby nie ten charakterystyczny grymas, który wymalował się wtedy na jego twarzy, nigdy bym go nie poznała. Zmienił się nie do poznania.
- I jak ci się interes kręci?- spytałam i oparłam brodę na rękach przyglądając się mu.
Wzruszył ramionami.
- Dobrze jest. Coraz więcej klientów się tu kręci. Albo to przez nowego DJ'a, albo przez sushi, które wprowadziłem do menu.
Wsłuchałam się w muzykę...rzeczywiście była niezła.
Daria złożyła zamówienie dając mu kupony zniżkowe, a ja przez cały czas słuchałam prowadzonej przez nich konwersacji.
Wspominaliśmy gimnazjum. Czasy, kiedy byliśmy w jednej klasie i stanowiliśmy jedną paczkę.
Rozmowa ciągnęła się bez końca i z czasem robiliśmy się coraz weselsi i rozchichotani. Nie ma to jak wspomnienia pięknych chwil. Patryk wspominał wszystkie nasze odpały, a my śmiałyśmy się z niego i dodawałyśmy do rozmowy coraz to nowe przeżycia. Minęło trzynaście lat a on potrafił rozbawić jak za starych dobrych czasów. Muzyka, jedzenie i towarzystwo przyjaciół sprawiło, że wyluzowałam się jak nigdy. Po dłuższym czasie cała nasza trójka zrobiła się zmęczona, ale nasze towarzystwo wraz nas bawiło. Tematy do rozmowy powoli zaczęły się kończyć i Patryk zszedł na mniej przyjemną ścieżkę do rozmowy.
-Macie pieniądze na taksówkę?
-A czemu pytasz?- spytałam, a moje oczy powoli się zamykały.
- Warszawa w nocy nie jest zbytnio bezpieczna, zwłaszcza że ostatnio wiele ludzi ginie bez śladu.
Od razu ożywiłyśmy się trochę i spoważniałyśmy patrząc na niego pytającym wzrokiem.
-Najwidoczniej nie jesteśmy na bieżąco- szepnęłam, a mina Darii zrzedła automatycznie.
Patryk westchnął i nalał sobie szklankę wody.
-Kilka osób policja odnalazła. Nie wypowiadali się za dużo na ten temat, ale podobno znalezieni byli w opłakanym stanie. Uważajcie na siebie, jasne?
Widać, że nie żartował i miał minę, jakby chciał spuścić nam łomot w razie, jakbyśmy nie zamierzały go posłuchać.
-Laura zbieramy się- mruknęła Daria, pożegnałyśmy Patryka, który miał zostać na nocnej zmianie...nie miałyśmy pieniędzy na taksówkę.
Na ulicy było już mniej osób, co sprawiało, że czułam ścigający nas cień grozy. W torebce trzymałam nóż wojskowy i gaz pieprzowy, ale w razie jakiegoś gangu takie uzbrojenie mogłoby nie wystarczyć. Byłam zdana na swoje lata nauki.
-Oj nie ma sensu panikować. Jeżdżą patrole nic złego nam się nie stanie- zaśmiałam się, starając potraktować tą całą sytuacje jak zabawę. Darii dałam gaz pieprzowy, a sama wzięłam do ręki nóż.
Przyspieszyłyśmy kroku.
-Spokoojnie! Nim się obejrzymy, już będziemy w domu ^^-dodałam, starając się uspokoić także zirytowaną Darię.
Odgłosy miasta powoli cichły za naszymi plecami, a noc jak noc...była oszałamiająco piękna. Zwłaszcza, że niebo było w miarę czyste, a Księżyc hipnotyzował swoim pięknem.
Uśmiechnęłam się i w moje serce wlała się zbawcza dawka pewności siebie.
-Chodźmy szybciej, bo nas jeszcze Slenderman złapie!- zawołałam i szturchnęłam przyjaciółkę w ramię.
-Albo chirurg psychopata, który zrobi z nas ludzką stonogę!
Szybko uspokoiłyśmy się i jak to miałyśmy w zwyczaju, szybko zapomniałyśmy o przestrogach Patryka. W mgnieniu oka byłyśmy już w połowie drogi do domu. Nie spotkałyśmy ani Slendermanów, ani zbzikowanych chirurgów.
Przycupnęłyśmy na chwilę na ławce przy parku i obie zaczęłyśmy ze spokojem przyglądać się gwiazdom.
-Chciałabym uciec gdzieś daleko i odkrywać nieodkryte- powiedziała ni z tego ni z owego rozmarzona Daria- świat chyli się ku upadkowi. Ludzkość staje się coraz okrutniejsza wobec siebie. Wszyscy umieramy wewnętrznie. Co prawda jest ratunek, ale nie każdy z niego skorzysta.
-mhmmm...-mruknęłam. Uwielbiałam konwersować na temat takich głębokich refleksji, lecz coś nam przerwało...
Usłyszałyśmy za sobą głośny szum skrzydeł...to na pewno nie był ptak. Odwróciłyśmy się i w pierwszej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy oszalałam, czy może mam jakieś halucynacje ze zmęczenia. Nasze oczy zaszczyciło dziwne, może trzymetrowe zwierzę...nie. Nie wiedziałam nawet, czy można było nazwać to zwierzęciem. Było całe szare i miało małpią budowę, ale na grzbiecie królowały rozłożone nietoperze skrzydła, a pysk miał niezwykle szpetny. Rogi na głowie miał czarne i ogromne...byłam w szoku i uczucie przerażenia owładnęło mną do reszty. Owe stworzenie wyglądało jak Gargulec...czyli one istniały?
Stworzenie wpatrywało się w nas swoimi wielkimi czerwonymi pełnymi inteligencji i mordu ślepiami. Z jego gardła wydobyło się głośne warknięcie i Gargulec zaczął biec w naszą stronę.
Pisnęłyśmy z przerażeniem i rzuciłyśmy się na boki, a rozpędzone stworzenie starło w drobny mak drewnianą ławeczkę. Zatoczył koło wokół nas kłapiąc ostrymi zębami i obrał sobie za cel równie roztrzęsioną Darię. Natarł na nią, ale ona mimo tej szokującej sytuacji zachowała trzeźwość umysłu i prysnęła potworowi w oczy gazem pieprzowym. Korzystając z sytuacji rzuciłam się na zdezorientowanego Gargulca, zawisłam na jego rogu i szybko wydłubałam mu oczy. Kopiąc go, wiedziałam że postąpiłam dobrze. Był cały z kamienia, a oczy były jego jedynym słabym punktem, o którym było nam wiadomo. Przerażone rzuciłyśmy się do ucieczki. Opętane przerażeniem, dużą dawką adrenaliny i pragnieniem powrotu do domu, w mgnieniu oka pokonałyśmy resztę drogi i wbiegłyśmy do domu zamykając go na cztery spusty. Wycieńczona upadłam na podłogę i spojrzałam na Darię, która siadła na kanapie i patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem.
-Co ci jest?-spytałam starając się złapać oddech. Podeszłam do niej i pomachałam jej ręką przed twarzą- DARIA!
Spojrzała mi w oczy.
-Laura...tam był ktoś jeszcze...
-Kto do jasnej cholery.
Nie widziałam tam nikogo oprócz tego potwora i chciałam uwierzyć, że to tylko pełen wrażeń sen. Gargulec w środku miasta? Tak blisko ludzi?
-Jakaś postać-szepnęła, a głos coraz bardziej jej się łamał-kiedy uciekałyśmy spojrzałam się przez ramię, żeby spojrzeć na to stworzenie ostatni raz. Jakaś czarna postać głaskała tego potwora i patrzyła prosto na nas!- krzyknęła i w jej oczach pojawiły się łzy zdenerwowania.
Patrzyłam na jej łzy i nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. To nie był sen na jawie. Nie mogłam odrzucić tego w zapomnienie. To stało się naprawdę.
I od tego czasu zaczęły się moje kłopoty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)